4 styczeń 2026
To nie była żadna ekologiczna prowokacja ani zaplanowana obserwacja. Późny wieczór, kilka dni temu. Idę odebrać paczkę z paczkomatu stojącego przy Młodzieżowym Domu Kultury. Przed wejściem mijam samochód z włączonym silnikiem. Na zewnątrz mróz, więc spaliny są doskonale widoczne.
W świetle budynku „parują”, tworząc gęstą chmurę dokładnie tam, gdzie po zajęciach cały czas wychodzą dzieci.
Nikt nie reaguje, „normalna sytuacja”, rodzic czekający na swoje dziecko. Wracam po kilku minutach, auto nadal stoi. Silnik dalej pracuje. Dalej zasysa powietrze i wypycha spaliny prosto w twarze dzieci wychodzących z budynku.
I nie chodzi już nawet o same spaliny, bo te w nowoczesnych autach są coraz czystsze. Chodzi o tlen, który w tym czasie znika z powietrza, bez względu jak nowoczesne i ekologiczne mamy auto.
Gdy mówimy o samochodach i ekologii, niemal zawsze skupiamy się na spalinach. Normy Euro, filtry DPF, katalizatory, AdBlue, wszystko po to, by to, co wylatuje z rury wydechowej, było „czystsze”. Tymczasem jest jeszcze jeden aspekt, o którym prawie się nie mówi: samochód, żeby pracować, musi zużywać ogromne ilości tlenu z powietrza.
A tlen to nie abstrakcyjny składnik chemiczny z podręcznika. To coś, czym oddychamy my, nasze dzieci, nasi rodzice, a także człowiek siedzący za kierownicą auta z włączonym silnikiem.
W tym przypadku na nic zdają się filtry kabinowe, które oczyszczają powietrze zasysane do wnętrza samochodu. Nie sprawiają one, że w kabinie pojawia się więcej tlenu. Czasem można odnieść wrażenie, że kierowca zapomina, iż stojąc z włączonym silnikiem, sam pozbawia się życiodajnego tlenu.
To moment, w którym warto odłożyć emocje i spojrzeć na konkretne liczby. Bo fizyka i chemia są nieubłagane, niezależnie od tego, czy silnik spełnia normę Euro 6, czy auto ma katalizator, filtr DPF i najnowocześniejszą elektronikę.
Powietrze atmosferyczne zawiera ok. 21% tlenu. Reszta to azot i niewielkie ilości innych gazów. Silnik zasysa ogromne ilości powietrza tylko po to, by „wyłuskać” z niego tlen.
W czterosuwowym silniku powietrze zasysane jest co dwa obroty wału. Jego ilość zależy od pojemności, obrotów i obciążenia. Nowoczesne systemy turbodoładowania jeszcze znacząco zwiększają jego zapotrzebowanie.
Silnik zużywa dużo powietrza, a proces spalania jest tak precyzyjnie sterowany, aby wykorzystać niemal cały dostępny tlen w powietrzu do maksymalnej sprawności i minimalizacji emisji szkodliwych substancji. W spalinach nowoczesnych silników ilość tlenu (O2) jest bardzo niska, ok. 0,0-0,2% objętości, co oznacza efektywne wykorzystanie tlenu (tlen z powietrza ulega spaleniu niemal w 100%).
Przyjmijmy do obliczeń: silnik benzynowy wolnossący, 4-suwowy, 800 obr./min (typowe obroty biegu jałowego), każdy cylinder zasysa powietrze co drugi obrót wału
Obliczenia krok po kroku:
Liczba cykli ssania na minutę
800 obr./min ÷ 2 = 400 cykli ssania/min
Ilość zasysanego powietrza:
400 × 1,5 l = 600 litrów powietrza na minutę
Ile z tego jest tlenu? Powietrze zawiera ok. 21% tlenu
600 l × 0,21 = 126 litrów tlenu na minutę
Wynik końcowy: silnik benzynowy 1.5 l na biegu jałowym zużywa ok. 126 litrów tlenu / minutę
Oczywiście silniki o pojemności powyżej 1,5 l zużywają znacznie więcej powietrza, ale także nowoczesne "małe" silniki (np.0,9 czy1.0), pracujące często na wysokich obrotach, potrafią przy 4000 obr./min zużyć około 2 m³ powietrza na minutę (ok. 420 litrów tlenu / minutę).
Silnik turbodoładowany zasysa (tłoczy) o 40% do nawet 100% więcej powietrza (masy powietrza) niż silnik wolnossący o tej samej pojemności w warunkach pełnego obciążenia
Pokazuje to jak ogromne ilości tlenu zużywane są nawet przez najmniejsze silniki. Jedna godzina normalnej pracy z pozoru tak małego motoru to zużycie ok. 120 m³ powietrza, czyli ok. 25000 litrów czystego tlenu.
Możemy więc przyjąć, że silnik spalinowy może zużywać około 120–200 litrów czystego tlenu na minutę. Jest to zależne od pojemności silnika, prędkości obrotowej biegu jałowego, temperatury otoczenia, ciśnienia powietrza, czy stanu technicznego samego silnika.
Przyjmuje się, że dorosły człowiek w spoczynku zużywa 22 litry tlenu na godzinę, a przy ciężkiej pracy fizycznej ilość ta dochodzi do 150 litrów.
Inaczej licząc:
0,4 - 0,5 litra tlenu na minutę w spoczynku,
ok. 30 litrów tlenu na godzinę,
ok. 700–750 litrów tlenu na dobę.
To ilość absolutnie niezbędna do życia, do pracy serca, mózgu i wszystkich narządów.
A teraz wyobraźmy sobie:
kilka aut stojących pod szkołą,
kilkanaście minut oczekiwania,
zimowy wieczór bez wiatru.
To już nie jest teoria. To realne lokalne zużycie tlenu, które dotyczy dzieci, rodziców, przechodniów i… samego kierowcy, który za chwilę też będzie oddychał tym powietrzem.
I właśnie dlatego każda minuta ma znaczenie.
Szacuje się, że po polskich drogach codziennie porusza się ok. 13,5 mln samochodów. Jeśli każdy z nich pracuje zaledwie minutę dłużej niż trzeba
Polska „traci” ok. 2 miliardy litrów tlenu dziennie. To ilość wystarczająca, by 2,8 mln ludzi mogło oddychać przez całą dobę.
I to wszystko przez coś, co uważamy za drobiazg.
Niedobór tlenu w powietrzu szczególnie lokalnie, przy szkołach, przedszkolach, wejściach do budynków, wewnątrz pomieszczeń czy dużych parkingach nie jest abstrakcyjnym problemem z podręczników fizyki czy chemii. To realne zagrożenie dla zdrowia ludzi, którzy w tych miejscach codziennie przebywają, często nie mając żadnego wyboru.
Już krótkotrwałe obniżenie dostępności tlenu może powodować:
bóle i zawroty głowy
senność i uczucie zmęczenia
spadek koncentracji i wydolności umysłowej
uczucie „ciężkiego powietrza”
przyspieszone bicie serca
To są pierwsze, sygnałowe objawy, które organizm wysyła, gdy zaczyna mu brakować tlenu.
Najbardziej narażone są grupy, które najgorzej tolerują nawet niewielkie niedotlenienie:
dzieci, których układ oddechowy i nerwowy wciąż się rozwija
osoby starsze z naturalnie obniżoną wydolnością organizmu
osoby z chorobami serca i układu krążenia
osoby z chorobami płuc (astma, POChP, przewlekłe zapalenia oskrzeli)
U nich brak tlenu nie kończy się na bólu głowy. Może prowadzić do realnych problemów zdrowotnych.
Długotrwałe lub powtarzające się niedobory tlenu mogą sprzyjać lub nasilać:
nadciśnienie tętnicze
chorobę niedokrwienną serca
zaburzenia rytmu serca
przewlekłe zmęczenie i spadek odporności
pogorszenie funkcji poznawczych (pamięć, koncentracja)
nasilenie objawów astmy i chorób obturacyjnych płuc
u dzieci problemy z koncentracją, nauką i snem
To nie są choroby „od jednego postoju z włączonym silnikiem”, ale od tysięcy takich sytuacji, powtarzanych codziennie, przez lata, w tych samych miejscach.
I jest w tym wszystkim jeszcze jeden paradoks. Cierpi również sam kierowca. Ten sam człowiek, który siedzi w aucie z włączonym silnikiem, chwilę później wysiada, idzie do sklepu, do domu, po dziecko i oddycha dokładnie tym samym powietrzem, które przed chwilą sam pozbawiał tlenu.
.
Polskie prawo jasno mówi: silnik na postoju nie powinien pracować dłużej niż 1 minutę, jeśli nie wynika to z warunków ruchu.
Ale przepisy nie pomogą, jeśli: „mój TDI prawie nic nie pali”, „paliwo potaniało, szkoda rozrusznika”, „START-STOP” niszczy silnik, „to tylko kilka minut”, „i tak nikt mnie nie złapie”, „przecież moje dziecko nie będzie wsiadało do zimnego auta ”,„jest lato, jak wyłączę silnik to wnętrze mi się nagrzeje”, itp.
Te i wiele innych wymówek można by mnożyć w nieskończoność.
Żadne przepisy nie pomogą jeśli nie "przeprogramujemy" naszej świadomości.
Oto co możemy zrobić, aby nie rezygnować z auta, a jednocześnie dbać o powietrze i własne zdrowie:
Uruchamiajmy silnik jako ostatnią czynność przed jazdą - najpierw zapnijmy pasy, pozwólmy pasażerom zająć miejsca, bezpiecznie usadźmy dzieci w fotelikach i przygotujmy się do drogi.
Po zakończeniu jazdy gaśmy silnik od razu, bez niepotrzebnego przedłużania jego pracy „na chwilę”.
Korzystajmy z systemu "START-STOP" - nie niszczy on silnika, a potrafi „urwać” nawet kilka minut dziennie z jego niepotrzebnej pracy, oszczędzając paliwo i tlen.
Wyłączajmy silnik podczas postoju czekając na kogoś, pod sklepem, szkołą czy na parkingu.
Parkujmy nieco dalej od wejścia i nie krążmy bez potrzeby w poszukiwaniu idealnego miejsca, krótki spacer to zysk dla zdrowia i powietrza.
Krótkie dystanse pokonujmy pieszo, zamiast uruchamiać auto tylko na moment.
Łączmy kilka spraw w jeden przejazd, ograniczając liczbę uruchomień silnika.
Dbajmy o technikę jazdy, korzystajmy z wyższych biegów i niższych obrotów silnika, co zmniejsza zużycie paliwa i tlenu.
Zamiast wrzucać luz przy dojeździe do świateł czy zjazdu z górki, hamujmy silnikiem - w tym czasie silnik nie zużywa paliwa ani tlenu,
a jedynie pompuje powietrze do cylindrów.
Wyłączajmy klimatyzację, jeśli nie ma konieczności jej używania, to mniejsze obciążenie silnika to mniejsze zużycie paliwa i tlenu.
Dbajmy o stan techniczny samochodu, bo sprawne auto pracuje efektywniej i czyściej.
Najważniejsze to miejmy świadomość, że każda z tych drobnych decyzji to realna troska o nasze zdrowie i zdrowie naszych bliskich.
To nie są wyrzeczenia ani walka z motoryzacją. To rozsądne nawyki, które pozwalają nadal korzystać z samochodu, a jednocześnie oddychać lepszym powietrzem i żyć zdrowiej. Czasem naprawdę wystarczy jedna minuta i jedna świadoma decyzja.
Każdy z nas może sam policzyć, ile tlenu uratował dzięki drobnym, codziennym decyzjom. Wyłączyłem silnik 15 sekund wcześniej niż zwykle... Zaparkowałem w pierwszej wolnej alejce przed marketem, bez krążenia... 77 sekund. Dziś nie wyłączyłem systemu "start-stop" to kolejne 120 sekund... Do paczkomatu poszedłem pieszo... 350 sekund. Pod koniec dnia okazało się, że bez żadnych wyrzeczeń, bez rezygnacji z samochodu, zaoszczędziłem ponad 1000 sekund pracy silnika, to ponad 15 minut!
To tlen wystarczający na ponad trzy dni życia dla jednego człowieka. Z „niczego”. Tylko dzięki świadomości i kilku małym zmianom. Jeśli ten przekaz dotrze do większej liczby osób to być może moi rodzice dzięki czystszemu powietrzu będą żyli pięć lat dłużej. Może moje dzieci nie zachorują na choroby cywilizacyjne. A może ja sam nigdy nie usłyszę diagnozy, która zmieni wszystko. Może...
A może właśnie tak rodzą się największe zmiany, z jednej minuty, jednego kierowcy i jednej dobrej decyzji. I świadomości, że zrobiłem coś dobrego dla siebie, dla bliskich i dla innych.